Dlaczego warto otaczać się roślinami?

Już podkreślałam ostatnio we wpisie, że trend na #urbanjungle nie słabnie, a także, że uważam to za bardzo pożyteczną modę. Co jednak dobrego przynoszą nam nasi zieloni przyjaciele (i nie mówię tu o kosmitach!) oprócz modnego wnętrza i ładnych zdjęć?

 

1.  Lepsze powietrze

 

Nie od dziś wiadomo, że rośliny wytwarzają tlen, pochłaniając dwutlenek węgla, dzięki czemu mamy czym oddychać. Nie od dziś również wiadomo, że pochłaniają z powietrza różne toksyny, lotne związki i generalnie „chemię niekorzystną”. Jeśli mam być szczera, jestem sceptycznie nastawiona do samego pojęcia „rośliny antysmogowe” – nie ma oficjalnie czegoś takiego. Przebadano rośliny, które pochłaniają związki chemiczne takie jak benzen, arsen, benzo(a)piren, formaldehyd i wiele innych. Pamiętajcie jednak, że sporo roślin NASA nie przetestowało, lub warunki licznych gatunków nie były dla nich odpowiednie (z tego co się orientowałam, wszystkie rośliny były traktowane w podobny sposób, w laboratoryjnych warunkach), nie wiadomo więc jak duży udział miałyby np. hoye, storczyki, strelicje czy rosiczki w oczyszczaniu powietrza, gdyby miały optimum warunków. Dlatego, ja uważam, że warto mieć nie tylko skrzydłokwiaty, sansevierie i paprocie, ale śmiało postawić na półkach różne gatunki.

Druga rzecz – pyły, kurz i smog. Rośliny biorą udział w oczyszczaniu powietrza w sposób mechaniczny. To nie jest tak, że liście wchłaniają smog do środka i nagle go nie ma, tylko dzięki strukturze liści pyły osiadają na roślinie, zamiast w naszych płucach. Dlatego tak cenna jest „zielona masa” dla mieszkań oraz miast. Wspaniały pomysł mają niektóre uczelnie proponujące obsadzenie ekranów akustycznych, słupów na wiaduktach, estakadach i innych pionowych powierzchniach, roślinami pnącymi. Padają nawet dane naukowe i statystyki na to, że takie rośliny może i nie rozwiązują problemu smogu, ale na pewno go w jakimś stopniu redukują, a i miasto piękniej wygląda. Ech, gdyby tak władze chciały słuchać…

 

2. Lepsze samopoczucie

 

Podobno, żeby się odstresować, powinno się popatrzeć na kolor zielony. BANG! A gdzież jest piękniejsza zieleń od tej na żywych roślinach?

A tak poważnie. Już dawno zostało potwierdzone, że przebywanie wśród roślin ma pozytywny wpływ na naszą kondycję psychiczną. Sam fakt, że spędzamy czas bliżej natury w natłoku naszych spraw i pośpiechu już robi swoje. Z tego powodu również coraz większa ilość pracodawców decyduje się na zazielenienie miejsca pracy, żeby zadbać o pracowników. Warto zauważyć, że sami częściej wybieramy miejsca takie jak restauracje, kawiarnie, ogródki kawiarniane, jeśli jest przyjemnie zielono i przytulnie.
Jeżeli uprawianie traktujemy jako hobby, również skupianie się na tym, co sprawia nam przyjemność jest bardzo korzystne. Sprawując opiekę nad roślinami, cenimy życie. Nie bez powodu hortiterapia, czyli terapia poprzez ogrodnictwo, jest jedną z metod terapii stosowaną przy różnych problemach, nawet przy leczeniu uzależnień.

 

 

3. Ćwiczenia

 

Ćwiczysz właściwie wszystko. Rozpoczynasz od ćwiczenia swojej pamięci – najpierw musisz zapamiętać nazwę rośliny, potem jej wymagania, światło, glebę, podlewanie. Zaczynasz od jednej roślinki, drugiej, ósmej. Przy piętnastej mówisz, że już chyba więcej nie spamiętasz. Po jakimś czasie, gdy upychasz już 60. roślinę na swoją półkę, uparcie twierdząc, że to na pewno tym razem ostatnia, wymawiasz z pamięci nazwy łacińskie i odmiany swoich „sałat”.

 

Ćwiczysz zmysł obserwacji. Wchodząc do znajomego, już kątem oka dostrzegasz jego roślinę na parapecie i mówisz mu „przelana”,  a na widok bluszczu już włączasz w głowie tryb szukania przędziorków. Na widok wełnowca dostajesz dreszczy, a przywiędnięte listki oglądasz, dopóki nie wymyślisz dlaczego wyglądają tak, a nie inaczej.

 

Ćwiczysz kondycję. Ten kto ma rośliny doskonale wie, co to znaczy nosić worki z ziemią lub keramzytem. Nie nosiłeś? Nie szkodzi, na pewno doskonale znasz te przysiady, skłony i skręty, gdy postanawiasz umyć parapet i musisz zdjąć z niego swoje zieloności. Lub gdy strąciłeś właśnie roślinkę i zamiast spokojnie iść do swoich spraw, rozpoczynasz akcję sprzątania i odkurzania. Aplikacje liczące kroki już doskonale wiedzą, kiedy masz dzień podlewania lub prysznicowania. Ewentualnie dzień wnoszenia kwiatów na zimę z balkonu.

 

Ćwiczysz cierpliwość. Niech rzuci kamieniem ten, komu nie zdarzyło się zerkać codziennie na ulubioną roślinę w myślach mówiąc „no wypuść nowego liścia, no wypuść wreszcie”. A ratowanie chorowitka i doglądanie go codziennie – to dopiero był trening cierpliwości!

 

Ćwiczysz gospodarność. Ten moment, kiedy przeliczasz i organizujesz swój budżet domowy tak, żeby sprawdzić ile filodendronów jesteś w stanie kupić w tym miesiącu. No sama nie wiem, czy to jest dobra cecha, czy nie 😀

 

4. Szacunek do natury

 

Z przyrody się wywodzimy i jesteśmy jej częścią. Niestety zatraciliśmy część świadomości tego faktu, a niektórzy można odnieść wrażenie, że całkiem. Obserwując przyrodę, zieleń, obserwujemy również cykl dobowy, roczny, życiowy. Widzimy powiązania roślin z pogodą. Z owadami. Ze zwierzętami. Ze środowiskiem. Z miejscem pochodzenia. Zaczynamy się interesować, czytać, sprawdzać, informować. Dla mnie to jest piękne i bardzo ważne, żeby mieć tą świadomość istnienia jako element natury. Oraz to, że każdy ma w niej jakieś miejsce.

 

Jestem pewna, że nie wymieniłam wszystkich zalet. Na pewno jeszcze jest co wymieniać, jednak wnioski i dalsze przemyślenia pozostawiam Wam samym. Nie wahajcie się nimi podzielić! 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *